Wiosna 2003

      Obiecałem, więc trzeba spełnić obietnicę. Zamieszczam więc niektóre zdjęcia, które udało mi się wykonać tej wiosny. Następstwo wyznacza czas powstania zdjęć.

      Jedną sprawę chciałbym od razu zaznaczyć i wyjaśnić. Wcale nie twierdzę, że tutejsza przyroda jest piękniejsza niż polska. Po prostu korzystam z tego, że jest to wszystko dla mnie nowe i świeże i dlatego może mnie zachwycać. Zwykle tak to jest, że tam gdzie się wzrasta i żyje, nie docenia się tego, co jest w zasięgu ręki. Już nasi przodkowie mówili: "Cudze chwalicie, swego nie znacie". Prawdą jest natomiast, że tutaj bardzo mocno dbają o przyrodę, o parki i zieleńce. To może faktycznie być niejednokrotnie wzorem...

      Mam ogromne szczęście. Przy domu, w którym przyszło mi mieszkać, istnieje cudowny ogród. Niedaleko (10 min spokojnym spacerem) znajduje się Türkenschanzpark, który został założony przez cesarza Franciszka Józefa (ma już ponad 100 lat), a powstał na miejscu obozu tureckiego, z którego przepędził ich Jan III Sobieski (stąd nazwa). Wreszcie inna sposobność do robienia zdjęć to różnorodne wycieczki (rowerowe, z proboszczem Josefem czy też z państwem Stross). Te okoliczności składają się na powstanie tych zdjęć.

      Pierwsza seria wiosennych zdjęć powstała 24 marca w czasie wycieczki z Josefem do Melku. W sąsiedztwie klasztoru znajduje się piękny ogród barokowy, w którym było już pełno kwiatów, choć drzewa były jeszcze bez życia.


      Natomiast w drodze powrotnej mogliśmy zobaczyć piękne barwy zachodzącego, już wiosennego, słońca. Najpierw kopuła kościoła klasztornego w Melku, a potem cały klasztor z doliny Wachau.


      Następne zdjęcia powstały ok. 1 kwietnia w Türkenschanzpark. Cudowne poranne słońce i kwiaty, których piękna i różnorodności nie mógłby wymyślić żaden człowiek. Niektóre z nich potrafię nazwać, jak np. żonkile czy fiołki, ale wiele jest dla mnie tajemnicą.


      Sporo wody upłynęło, zanim zrobiłem następne ujęcia. Było to spowodowane m. in. zbliżającymi się świętami wielkanocnymi oraz innymi wydarzeniami kulturalnymi (przy okazji pochwalę się, że dzięki pomocy państwa Stross mogłem wysłuchać: "Mszy h-moll" J. S. Bacha w wykonaniu Filharmoników Wiedeńskich, koncertu "Frühling in Wien" - taki wiosenny odpowiednik koncertu noworocznego oraz rewelacyjnego "Requiem" H. Berlioza). Dlatego to, co znajduje się poniżej było dopiero w Poniedziałek Wielkanocny (niestety, nie znają tu naszego pięknego zwyczaju związanego z tym dniem...). Większość z zamieszczonych poniżej zdjęć już znacie z mojej pierwszej strony. W większości powstały w Türkenschanzpark.


      Potem to już poszło ekspresowo... Radosna wiosna, która dawała wiele okazji do zachwytu i dziękczynienia. Stąd też pomysł wycieczki (w Niedzielę Miłosierdzia - 27 kwietnia) na Schafberg, małe wzgórze leżące na obrzeżu miasta, na szczycie którego stoi współczesny kościół pw. św. Tomasza Morusa z pięknymi witrażami w kaplicy chrzcielnej. Roztacza się stamtąd piękna panorama Wiednia, ale i tam nie brak było oznak wiosny. Oto one:


      Trochę inne oblicze wiosny, znacznie spóźnionej w stosunku do tej "miejskiej", miałem okazję podziwiać w czasie kolejnej wyprawy z Josefem 28 kwietnia. Pojechaliśmy w okolice górzyste, przez Semmering aż do Steiermarku. Niestety, te zdjęcia nie są najwyższej jakości, gdyż robiłem je na przygodnie otrzymanym filmie "Kodak". Nie podoba mi się kolorystyka, a na dodatek jakaś rysa ciągnie się przez wszystkie zdjęcia. Najprawdopodobniej to nie wina ani aparatu ani laboratorium. Nie ma to jak "Fuji", na nim mogę polegać... Kilka zdjęć, które wtedy wykonałem, znajduje się także na stronie poświęconej górom. A teraz alpejska wiosna.


      Nastał wreszcie długi wiosenny weekend majowy. Co prawda, 3 maja tutaj nie świętują, ale w tym roku była to sobota. Właśnie tego pięknego dnia pojechałem z Państwem Stross do Lunz am See, by tam na ich prośbę zrobić zdjęcia (właściwie slajdy) drogi krzyżowej. Miejscowość, jezioro jak i dalsze okolice były cudowne. Pięknie kwitnące drzewa owocowe, budzące się do życia ślimaki oraz cudowna dolina Wachau. Na koniec wizyta u gospodyni tego miesiąca w Maria Laach.


      Następnego dnia, czyli w niedzielę, przecieraliśmy szlaki, by przygotować pielgrzymkę dla sióstr przeżywających rekolekcje. A przy okazji... zobaczyłem kilka ciekawych i pięknych miejsc, m. in. Mayerling (w sumie tragiczne miejsce dla historii Austrii, bo tu następca tronu strzelił sobie w głowę), Heiligenkreuz - opactwo cysterskie, Burg Lichtenstein oraz Seegrote, czyli podziemne jezioro w byłej kopalni (podobnie jak u nas "Sztolnia Czarnego Pstrąga"), gdzie np. w czasie II wojny światowej produkowano części do samolotów (oczywiście, wtedy było to osuszane), a w naszych czasach kręcono tam sceny do filmu "Trzej Muszkieterowie". Na zdjęciach Burg Lichtenstein, kwiaty kasztanowca (w końcu to było kilka dni przed Maturą!!) i bzy.


      Kiedy powstawały następne zdjęcia - trudno mi sobie przypomnieć. Ale były to piękne w pełni wiosenne dni, pełne kwiatów i zapachów, tak że chciało się żyć (ale na pewno nie chciało mi się uczyć...). Te zdjęcia obrazują pierwsze dni maja w Türkenschanzpark. Czy nie przyjemnie usiąść na ławce i podziwiać piękno stworzenia...


      ...spojrzeć na "wesołe" czerwone kasztanowce, biały "bukiet" i spotkać czaplę.


      Bardzo przyjemnie można było także pospacerować po "naszym" ogrodzie. Wspaniała symfonia barw i form, począwszy od kwitnących kaktusów...


      ...przez "złoty deszcz", złoto-purpurowe "klejnoty" aż po znak nadziei - młode szyszki na choince. To znak, że nie wyginą.


      Zachwycająca różnorodność form...


      Wiosna zawitała również do "pięknej Sisi", a więc do Volksgarten. Kwiaty i fontanny specjalnie dla niej, a dookoła piękne budowle: Hofburg (w otoczeniu kasztanowców) i Kunsthistorisches Museum (w wieńcu z róż).


      Oprócz Sisi, czyli cesarzowej Elżbiety, można tam podziwiać tysiące (chyba) róż. To niesamowite wrażenie być w takim ogrodzie. Mały Książe możne znalazłby tą jedną... Ale jak trudno wybrać... taka konkurencja. Zresztą spójrzcie sami...


      Także letnia rezydencja cesarska, czyli Schoss Schönbrunn prezentuje się wcale nie gorzej. Może nie ma tylu róż, ale za to wzorcowe klomby i drzewa, jak chociażby tulipanowiec (to drzewo ma kwiaty podobne do tulipanów - pierwszy raz widziałem). Oczywiście, także i głodne wiewiórki szukają czegoś dla siebie.


      Ale nawet najpiękniejsza wiosna kiedyś się kończy. Więc i ta strona zbliża się do końca. Ale zanim ostatnie akcenty wiosny zabrzmią, jeszcze kilka ujęć z "naszego" ogrodu. Tu rosną wcale nie gorsze róże niż te u Sisi. A do tego inne kwiaty...


      I skończyło się... Pewnie odetchniecie z ulgą. I macie rację. Ale mam nadzieję, że choć kilka zdjęć Wam się spodobało, że choć trochę piękna mogłem zasiać w wasze serca i komputery. Dlatego żegnam się tymi późno-wiosennymi zdjęciami z nadzieją, że w przyszłym roku...



xah• •Strona główna Cieszyn 2003 II° 2 t. Góry, kozice... ...zamiast lata...